poniedziałek, 5 maja 2014

Sweter FAIR PLAY Robert Kupisz


Moda bywa zaskakująca. Bajecznie droga torebka "Jackie" (stworzona dla Jackie Kennedy) była inspirowana workiem na owies, a pierwsze buty na wysokim obcasie zakładali mężczyźni pracujący w rzeźni, żeby nie ubrudzić sobie stóp krwią. Z kolei kultowy kapelusz borsalino z charakterystycznym wgłębieniem pośrodku głowy, był inspirowany stanem tego nakrycia głowy po bójkach i zamieszkach.


Wiele kultowych do dzisiaj elementów garderoby, takich jak dżinsy, bluzka w paski czy mała czarna, były wykorzystywane jako symbole buntu. Dzisiaj niewiele jest rzeczy, przeciwko którym można się buntować. Wszystko wolno nam nosić. "Moda jest częścią społecznych procesów", powiedziała kiedyś znana dziennikarka Suzy Menkes, a ja w pełni się z tym zgadzam. Moda reaguje na ludzi, a ludzie reagują, tworząc określoną modę. Być może, kiedy nie możemy się już buntować, mamy największe pole do popisu. Na salonach pojawiła się już moda uliczna, a tzw. haute couture, czyli ekskluzywne krawiectwo, jest coraz częściej utożsamiane ze sztuką. To wizja, która często ma niewiele wspólnego z tym, co wybieramy do ubrania na co dzień.


Być może projekty Roberta Kupisza były w polskiej modzie potrzebne również po to, by sobie te zmiany uświadomić. Skoro nie ma buntu, postawmy na luz. Myślę, że ubrania Kupisza mają wielu zwolenników, bo są proste, luźne, wygodne, "dla każdego". Można je nosić na co dzień i na większe okazje, a w dodatku są to rzeczy, na które coraz częściej możemy sobie pozwolić. Noszą je Juliette Binoche i moje koleżanki, a są to przecież ubrania prosto z wybiegu. 
Jestem ciekawa, w którym kierunku pójdzie teraz moda - czy za jakiś czas zmniejszy się ilość produkujących masowo sieciówek, które sprzedają ubrania niskiej jakości? Czy ubrania projektantów będą nadal taniały i wkrótce ich kupowanie stanie się powszechne jak zakupy w H&M? Moda jest nieprzewidywalna, czas pokaże, jak będzie tym razem.




sweter - Robert Kupisz, kolekcja "FAIR PLAY"
spodnie - Gatta
buty - Melissa


wtorek, 29 kwietnia 2014

Europe sees Africa


Projekt "Europe sees Africa" to jeden z najlepszych pomysłów, o jakich ostatnio słyszałam. Prosty i genialny. Żyjemy w czasach, kiedy coraz więcej osób ma wadę wzroku (w Polsce to już ponad 50%); w związku z tym kupujemy coraz więcej okularów. Potem co jakiś czas wymieniamy swoje oprawki, a te stare często zalegają w szufladach, bo "szkoda je wyrzucić". Ale nie musi tak być - możemy spróbować sięgnąć wzrokiem nieco dalej...


Hannah z Danii, autostopowiczka, po wizycie w Afryce postanowiła wcielić w życie wspaniały pomysł. Stworzyła na Facebooku stronę "Europe sees Africa", dzięki której zbierała od Europejczyków ich nieużywane okulary. Potem spakowała je i wysłała do Afryki, w której ludzie nie mają na nie pieniędzy. Krótko mówiąc, "jedna osoba podarowała wzrok 700 ludziom", jak skomentował to Mateusz Zmyślony, podróżnik, który przypadkowo wiózł ją kiedyś autostopem. Piękna inicjatywa, co?


zdj: https://www.facebook.com/EuropeSeesAfrica/
Chcesz wysłać okulary? Więcej informacji: http://www.eseesa.org/ lub napisz do mnie na fb.

środa, 9 kwietnia 2014

Kupujesz rzeczy czy wspomnienia?

Mądre kupowanie, "szczęśliwe wydawanie pieniędzy", nowa oszczędność. Trendy, które polegają na rozsądnym robieniu zakupów, na kupowaniu "doświadczeń" zamiast kolejnych, kurzących się przedmiotów. Po lekturze kilku artykułów na ten temat, przecieram oczy ze zdumienia. Pierwsza myśl: o czym jest w ogóle mowa? Przecież nikt nie odkrył Ameryki pisząc znowu o oszczędzaniu, słyszałam o tym setki razy. Po chwili przypominam sobie jednak kilka bezsensownych zakupów ostatnich miesięcy... było ich mniej, niż kiedyś, ale wciąż były. Postanowiłam czytać dalej.


Do tej pory moja mama śmiała się ze mnie, że po przyjściu ze sklepu, nie odpakowuję zakupów - uwielbiam, kiedy nowe ubrania leżą w szafie z metkami, kosmetyków nigdy nie wyciągam z opakowań od razu. Domena zakupoholiczki? Właśnie nie. Podobno dawkowanie sobie przyjemności posiadania czegoś nowego, to dobra umiejętność. Okazuje się, że nawet jeśli kupujemy coś, na co długo czekaliśmy, euforia trwa bardzo krótko. Zanim się obejrzymy, do głowy przychodzą nowe marzenia, a wraz z nimi - nowe rzeczy.


"Kupowanie wspomnień" to metafora, która mocno do mnie przemawia. Przecież pamiętamy przede wszystkim te dni, które spędziliśmy na wyjazdach, wakacjach, z przyjaciółmi, na koncertach, piknikach albo długiej przejażdżce rowerowej. Wróćcie na chwilę do wspomnień z ostatniego miesiąca. Co robiliście w marcu? A w marcu zeszłego roku? W głowie pojawią się te dni, o które zadbaliśmy... nie zakupy i rzeczy, a ludzie i wydarzenia (mam nadzieję). Wnioski są proste - warto inwestować we wspomnienia i doświadczenia (podróże!), a nie w sieciówkowe podkoszulki, kolejne promocje, następną parę dżinsów.

Na koniec polecam Wam jeszcze artykuły:

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1011501.html
http://www.charaktery.eu/ksiaznica/7348/Pieniądze-w-umyśle-Motywacyjne-konsekwencje-aktywizacji-idei-pieniądza/


piątek, 28 marca 2014

Co kobiety myślą o sobie w Krakowie, w Nowym Jorku i w Paryżu?

Wybór tych miast, rzecz jasna, nie jest przypadkowy. Wszędzie spędziłam trochę czasu (w Paryżu, niestety, najmniej, ale wszystkie braki rekompensują mi książki;), a obserwacja mieszkanek pozwoliła mi wysnuć wnioski, o których chcę dzisiaj napisać.
Nie mam pojęcia, czy znam w Krakowie chociaż jedną zaniedbaną kobietę. Na pewno nie ma takiej w moim najbliższym środowisku, ale do głowy nie przychodzą mi nawet pojedyncze przykłady. Moja krawcowa ma zadbaną cerę i piękne włosy, a pani z ulubionego stoiska na targu, niepowtarzalny styl ubioru. Sąsiadka, która wychodzi z psem, ma zawsze idealny makijaż, a dziewczyny z roku świetne ciuchy i ciekawe fryzury.
Dopasowałam się do tego schematu. Zawsze dbam o makijaż i codziennie ubieram co innego, a w torebce trzymam chusteczki, szminkę i krem do rąk, podobnie jak większość moich koleżanek. Czy to dobrze? Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie inaczej i chociaż nie wydaję fortuny w drogeriach, pewnie źle bym się czuła pozbawiona mgiełki perfum czy dobrego tuszu do rzęs.
Źle bym się czuła tu, w Krakowie. Ale nie w Nowym Jorku.



Tysiące pięknych, ale nieco większych kobiet, ubranych w bardzo krótkie spodenki albo obcisłe topy, a także dobiegające zewsząd "How are you? You look so beautiful", to chyba główne powody, dla których każda kobieta w NYC czuje się pięknie. Bardzo często miałam wrażenie, że te bardzo stylowe dziewczyny w rozmiarze zero rzadko pokazują się na Manhattanie, albo że istnieją tylko na fotografiach. Większość Amerykanek spotykanych w metrze to zwyczajne dziewczyny, które zupełnie nie mają problemu ze swoimi niedoskonałościami. To, co na początku budziło nasze zaskoczenie ("Dlaczego nie ubierze długiej spódnicy, skoro ma tak widoczny cellulit?"), potem było jedynie dowodem na to, że to my narzucamy sobie sztuczne ograniczenia i mamy problem z czymś, na co inni zwyczajnie nie zwracają uwagi. To było bardzo pouczające doświadczenie.
To właśnie tam, w mieście gwiazd, w mieście znanym na całym świecie z filmów, wychodziłam na zewnątrz w wilgotnych, rozpuszczonych włosach, z lekkim kremem BB na twarzy i w prostej sukience maxi. I, o dziwo, bez tony rzeczy, do których byłam przyzwyczajona, czułam się świetnie. W moim mieście, gdzie kobiety w codziennym zgiełku dążą do perfekcji w każdej dziedzinie, pewnie po niedługim czasie poczułabym się, jakbym zapomniała czegoś ważnego z domu.

Podczas mojego krótkiego wyjazdu do Paryża mieszkałam u Ewy, Polki, która od lat przebywała we Francji. Gdyby jednak nie mówiła po polsku, byłabym przekonana, że jest prawdziwą paryżanką. Bez grama makijażu na twarzy i w prostych ubraniach wyglądała, jakby zaraz miała iść na spotkanie do siedziby Vogue'a. Zastanawiam się do dziś, w czym tkwił jej sekret - być może w długich, zadbanych włosach, wypielęgnowanych dłoniach, pięknych i prostych kolorach, które na siebie wkładała, filigranowej figurze i pewności siebie, która biła z każdego jej ruchu i zdania. Zdarzyło mi się rozmawiać z nią o paryżankach - do dziś pamiętam, jak mówiła o słynnym francuskim menu, czyli m.in. o obowiązkowym małym croissant z czekoladą na śniadanie czy całodniowym nawadnianiu organizmu. Małe porcje, dużo wody, proste ubrania (ale z najlepszych materiałów), nienaganna figura i dbałość o szczegóły to są klucze do osiągnięcia francuskiego ideału. Nonszalancja i pewność siebie - z tym zawsze będą kojarzyły mi się mieszkanki tego pięknego miasta.



Tak naprawdę kultura zachodnia cechuje się m.in. ujednoliceniem ubioru - w końcu kupujemy w tych samych sklepach, co nasze rówieśniczki z Hiszpanii czy z Włoch, dokładnie wiemy, co czeka nas podczas szaleństwa zakupów w Nowym Jorku. Wszystkie te kraje różnią chyba tylko bardzo subtelne szczegóły, być może w podejściu do mody i do wyglądu. Perfekcja Włoszek, nonszalancja Francuzek czy minimalizm Szwedek to slogany, ale - jak pokazuje doświadczenie - chyba jednak coś w tym jest.

wtorek, 18 lutego 2014

Moda męska cz. IV - 5 ubrań dla mężczyzny

Od dawna twierdzę, że nie ma czegoś takiego, jak obiektywna lista rzeczy, które powinniśmy mieć w szafie. Takie zestawienia powstają, ale tak naprawdę nie mają nic wspólnego z rzeczywistością - każdy z nas jest przecież inny. Poniżej przedstawiam Wam tylko moje propozycje - rzeczy, które pewnie sama miałabym w szafie, gdybym była facetem.

1. Dżinsy

 

Nie spodnie z wełny, poliestru czy sztruksu zrewolucjonizowały świat mody. To dżinsy. Warto zainwestować w porządne, dobrze skrojone, ciemne levis'y. Są niezastąpione zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Nic dziwnego, że 100 lat temu na punkcie francuskiej bawełny - denimu - oszalał cały świat. Levi Strauss w krótkim czasie dorobił się na swojej fabryce fortuny, a dżinsy stały się symbolem niezależności i buntu, bo na ekranach kin lansowali je Marlon Brando i James Dean. Do dziś nie wymyślono bardziej uniwersalnych i wygodnych spodni, więc nie wyobrażam sobie mojej listy bez tego punktu.

2. Kapelusz lub czapka



Wciąż mam nadzieję, że moda na kapelusze powróci na stałe. Ciekawe jest to, że Polska jest jednym z liderów wyrobów kapeluszniczych - Skoczowska Fabryka Kapeluszy produkuje je od początku lat 20. XX wieku (jeszcze 40 lat temu było to ok. 1 mln sztuk rocznie). Kapelusz typu fedora (jak na zdjęciach powyżej), jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla każdego mężczyzny (warto pamiętać, że np. duże ronda czy cylindry pasują tylko do wysokich osób).
Kiedyś Humprey Bogart, dzisiaj Johnny Depp, lansuje modę na męskie kapelusze. Tylko dlaczego nakrycie głowy ma pozostać jedynie w filmie?



3. Męska koszula


Moim zdaniem zdecydowanie wygrywa ze zwykłymi t-shirtami. Kilka wieków temu męskie koszule były ozdabiane haftem i koronkami, ale na szczęście projektanci odeszli od takiego rozwiązania:) Najlepsza koszula jest prosta, jednokolorowa i dopasowana albo lekko za duża.
W wersji casualowej dobrze jest ją nosić z podwiniętymi rękawami, niezapiętą na ostatni guzik; oprócz tego, dobrej jakości koszula właściwie nie potrzebuje żadnej szczególnej oprawy. Zegarek, torba na ramię albo marynarka - wszystko będzie do niej pasować.


4. Bluza


 

Marynarki, koszule, kapelusze, levis'y... wszystko to fajne, ale przecież od czasu do czasu trzeba nosić zwykłe bluzy!;) Są synonimem luzu i wygody. Zwykłe, proste bluzy z kapturem to według mnie najlepsze rozwiązanie, ale już od kilku lat na rynku pojawiają się różne pomysły na tę część garderoby. Wystarczy spojrzeć np. na kolorowe projekty Aloha From Deer, bluzy-marynarki albo "rewersówkę" polskiej marki Risk. Made in Warsaw ("klasyk z kapturem", który na drugiej stronie jest wełnianym swetrem). Ta sama marka stworzyła też z dresu... frak, niezwykle elegancki i pewnie jeszcze bardziej wygodny. Zdjęcie powyżej.



5. Perfumy lub woda kolońska


Umieściłam je na ostatnim miejscu, ale tak naprawdę na mojej liście zasługują na pierwsze. Zupełnie nie rozumiem, czemu częściej mówi się o damskich perfumach - słyszałam już opinie, że ich zapach powinien unosić się dopiero, kiedy kobieta wejdzie do pomieszczenia, ale pozostawać w nim jeszcze chwilę po jej wyjściu. Albo na odwrót...
A co z męskimi perfumami? Kilka miesięcy temu głośno było o reklamie Dior Homme; pomimo że trochę śmieszą mnie takie stereotypowe przedstawienia "prawdziwych mężczyzn", to połączenie muzyki Led Zeppelin, Nowego Jorku i Roberta Pattinsona zapada w pamięć. I uświadamia, że może warto zwrócić uwagę na tę część "garderoby". Perfumy to nie ubranie, ale właśnie dzięki nim każdy strój jest kompletny - i podkreślony.


zdj: www.weheartit.com, www.bragvintage.co.uk, www.anatoliamed.com, www.logo24.pl, www.goldenhollywoodera.com, www.kobieta.gazeta.pl